SZARACZEK

Wpis na Linkowe Party u Diany, do którego przeniesiecie się klikając w poniższy baner.

http://divianaart.blogspot.com/2015/08/linkowe-party-11.html

Oj dawno mnie tu nie było, oj dawno...  Całe pół roku.

Blog ten miał być dokumentacją mojego postanowienia uszycia dwunastu maskotek w rok - po jednej na każdy miesiąc i prawdę mówiąc nie sądziłam, że uda mi się je zrealizować, a w efekcie, za sprawą zamówień składanych przez dzieci mojego rodzeństwa, w ciągu nieco ponad dwóch lat uszyłam ich trzydzieści. Jednak wszystko co dobre, kiedyś się kończy - skończyły się dziecięce zamówienia, skończył się też mój zapał do szycia zabawek - on nawet nieco wcześniej niż zamówienia. 

Dziś chciałabym Wam pokazać moją ostatnią pracę, czyli pętelkowego Szaraczka. Ostatnią, bo najnowszą i ostatnią w ogóle, bo więcej maskotek szyć nie przewiduję. Pętelkowego, bo materiał, z którego go uszyłam, wykonałam techniką haftu pętelkowego, znanego również jako punch needle. Wykonuje się go specjalną igłą, przez którą przewleka się włóczkę (tak robiła moja mama, od której się nim zaraziłam) lub mulinę (tak robiłam ja - haftowałam trzema nitkami muliny) i miejsce przy miejscu wkłuwa się w oczka tkaniny (w moim przypadku była to Linda Zweigartu - 107 oczek na 10 cm, czyli 27 ct).  
 

Wzór do haftowania możemy narysować sami lub skorzystać z jakiegoś gotowca. Co ciekawe, haftuje się po lewej stronie i na niej nanosimy wzór, który musi być lustrzanym odbiciem tego, co wyjdzie na stronie prawej, na której wychodzą przypominające ręcznik frotte pętelki - ich długość możemy regulować widocznym na obsadce igły suwaczkiem. 

Strona prawa
Strona lewa - robocza
I jeszcze zbliżenie na pętelki

Gładka strona lewa - robocza
Pętelkowa strona prawa
Szaraczka haftowałam dość długo, bo cztery miesiące. Wszystko przez to, że haft ten mocno męczy moje oczy i nie byłam w stanie poświęcać mu więcej niż godzinę dziennie, a i to tylko w weekendy.  Początkowo haftowałam na tamborku, ale ze względu na rozmiar Szaraczka i fakt, że tamborek odciskał się na wyhaftowanych już pętelkach, po jakimś czasie "przesiadłam" się na drewnianą ramkę, do której tkaninę przymocowałam przy pomocy pinezek. 

Strona prawa
Strona lewa
I wreszcie długo oczekiwany efekt końcowy. Minka nieco smutna, bo tyle razy ją rysowałam długopisem na lewej stronie w poszukiwaniu pożądanego uśmiechu, że w końcu wyhaftowałam ją na chybił-trafił.

 
Szaraczek ma 31 cm wzrostu i wypełniony jest nadzieniem poduszkowym (100% polyester). Brzegi ma wystrzępione, bo zostawiłam za mały margines czystego materiału na zszycie i nieco się pruje, ale i tak jest słodki, a ja z niego bardzo zadowolona - podobnie jak moja mała Siostrzenica, w której ręce trafił.

I tym szaraczkowym akcentem kończę swoją maskotkową działalność, a Was zapraszam na moje dwa inne blogi, czyli Obrazki z szycia wzięte i Manu Propria - Własnoręcznie.

Do zobaczenia :-)